Imperium Jaskini Behemota
tarcza Witaj na Starym Forum Jaskini Behemota.
Zostało Ono stworzone przez ixcesala z uwagi na problemy z forum Ezboard 10 grudnia 2002. Służyło Jaskiniowcom dzielnie do sierpnia 2005 roku, kiedy to dominium i podwładnych Behemota dotknął Wielki Trek, po którym przez 10 miesięcy Jaskinia nie funkcjonowała.
Wszystkim, którzy przyczynili się do rozwoju Imperium Jaskini Behemota, zarówno poprzez pracę techniczno-graficzną, jak i osobom które współtworzyły klimat - dziękujemy.
Zapraszam do obejrzenia tego swoistego muzeum, które wiąże się ze wspaniałymi wspomnieniami niemałej części Jaskiniowców.
Kasztelan Crazy

Wróć do strony głównej Jaskini Behemota.
Rejestracja (chciałbym klucze)Rejestracja (chciałbym klucze)  

PrzewodnikPrzewodnik      LinksLinkownia     SzukajSzukaj     Śledzone tematyŚledzone tematy     Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ProfilProfil     MieszkańcyMieszkańcy     GrupyGrupy     ZalogujZaloguj
Ostatnio odwiedziłeś nas:
Obecny czas to: 2019-12-14 16:16:28
Autor Wiadomość
Vandergahast



Dołączył: 19 stycznia 2003
Posty: 164
Skąd: Wrocław

Wysłany: 15 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Chcąc uniknąć pisania relacji w topicu z zeszłego roku i związanego z tym chaosu inicjuję powstanie tego topica

odnośnie mojej relacji:

Przybyłem do Kluczborka razem z Mirabell, Nami i Enlethem, gdzie po małych perypetiach z pociągiem, którymi zresztą chwalić mi się nie wypada, dołączyliśmy się do grupy prowadzonej przez, jak podejrzewam, Grenadiera.

Krótka podróż do Byczyny, piesza pielgrzymka do Polanowic (jedna z wielu) chwila chaosu przy wybieraniu pokoi i od razu niespotykana atrakcja, rarytas i cud ogólnie - fenomen Antykoncepcjuszka. Pierwszy dzień ( i noc ) spędzone na poznawaniu okolicy - za dnia miasta, w nocy pól kukuydzy razem z przyległościami. Początek tak zwanej szkółki Kanastowej.

Dzień drugi, po mniej więcej dwugodzinnym odpoczynku w barłogu - organizacyjny majstersztyk, czyli odbieranie przybywających pociągami Jaskiniowców. Z racji braku około 30 godzin snu nie wymienię ich tu, ale zainteresowani więdzą o co/kogo chodzi. Mam wrażenie że w środę również rozpoczęło się bicie rekordu okrążeń na bieżni, zakończone sukcesem. Noc pominę milczeniem, adekwatna do poprzedniej, ciekawsze eventy dopisze rano jak się wyśpię.

Dzień trzeci, czwartek. Spędzony głownie na odbieraniu przyjezdnych i zwiedzaniu miasta. Sesja RPG, zakończona sukcesem. Znów 2 godziny snu....

Dzień czwarty, piątek. Początek części oficjalnej. Odbieranie kolejnych członków konwentowej ekspedycji, ognisko zapoznawcze, wycieczka w kukurydzę, problemy z krzesłami, stołem, oflagowaniem internatu, ogniskiem jako takim, drewnem na opał, wreszcie z rozpaleniem ognia. Znów minimalna ilość snu.

Dzień 5, sobota. Wczesny start, albowiem turniej hirołsowy za pasem znaczy w teorii o 10 w praktyce o 11 z hakiem :] niżej podpisany części odbywającej się w szkole podołał, ale w finale odbywającym się w Spichlerzu uległ Zelbagowi. (pamiętacie, finał tam to też mój pomysł) Prelekcje, mecz, który pominę milczeniem, ciekawsze Eventy rankiem.

Dzień 6 niedziela. W planie LARP i gry terenowe, które ostatecznie nei dosżły do skutko, podobnie jak o ile mi wiadomo turniej szachowy, udał się za to mniej lub więcej Turniej w Kanastę. Początek odjazdów, chyba że Isli jeszcze wcześniej wybył, sorki skleroza. Quiz - przepraszam, to mogło być innego dnia. Zwycięstwo Gui. Atrakcja wieczoru i zlotu całego - sztuka. W skrócie - coś pieknego, w wersji dłuższej - rano.

Dzień 7, poniedziałek. Od samego rana nasilenie się odjazdów, mam wrażenie że komuś nawet udało sie umknąć przed moim pożegnaniem. Jędną z atrakcji było odprowadzenie Acida na dworzec, kolejną proby, zakończone sukcesem powstrzymanie Ary od wyjazdu. Tuż przed 15 wybywa największa grupa,zostaje nas 9 osób, o 17 wyjazd moj i Nami, dzięki uprzejmosci jej ojca. Dalszymi wiadomościami na razie nie dysponuję, ale postaram, się uzupełnic moją wiedzę. To na razie tyle, Wielki Edit nad ranem. aha: shit happens. all the time :]



Wielki Edit

Eventy które mi się przypomniały: budowle z puszek po Coli - wieże, mur, konstrukcja sięgająca sufitu (z małą pomocą naszych łapek), living wall - udana ostatecznei próba powstrzymania Aryene od wyjazdu w poniedziałek. Koncert, czy tez raczej recital WWalkera, krymianalne RPG ze specjalnym wskazaniem na udział Farma, który odbył wstrząsającą podróż do głębin własnego ja :] Wszystkie możliwe przypadłości związane z grą o tron - zainteresowani się domyślą. Z wydarzeń dziejących się na dworze - śpiewy rozmaite, Valhalla i inne, Sandro i kopanie dziury butelką :]. Psychozabawa do udziału w której udało się ostatecznie wciągnąć nawet Grena, okraszona ciekawymi wynikami i wnikliwą analizą Hubertusa.

Shit happens once again.

___________
Jestem wicemistrzem :]

Mój chomik ma balkonik.

Shit happens. All the time.
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Nurgel



Dołączył: 26 lipca 2004
Posty: 164
Skąd: Tychy

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Było wręcz super! Wrażenia związane z Jaskiniowcami, (bowiem to był mój pierwszy kontakt z obywatelami) są wyraźnie postawione pozytywnie;) Chociaż musze stwierdzić, że kilka osób całkiem inaczej sobie wyobrażałem:) Najlepiej jednak bawiłem w Sobotę, lecz powoli:
Piątek – Dzień jak każdy pędzony przed rozpoczęciem konwentu, czyli leżenie na kocu oraz robienie kółek na bieżni. Rekord owej bieżni jak mi wiadomo wynosi chyba 21 kółek:) Chyba, że nie jestem w temacie :P Ale najlepiej było jednak pod wieczór, gdy w czasie przygotowań do ogniska powieszona została flaga IJB:) Do końca ogniska siedzieliśmy z Kumbatem, Mr.Poolem, Vandergahastem oraz Zelbagiem:) Więcej osób sobie nie przypominam :P Dzionek ciekawy:)
Sobota – Najlepszy dzień od przyjazdu do Byczyny! Wszyscy wstali do godz. 10 a jakieś 10 minut później ruszyliśmy na miasto. Pierwszą atrakcją był turniej Heroes’ów, największą atrakcją była chyba wygrana Sam-Uela z Mr.Poolem;) Finałowa walka jednak odbyła się w knajpie zwaną „Spichlerz” czy jakoś tak:) Po turnieju grupa skierowała się do bodajże budynku włączonego w skład stadionu :P Tam odbyła się prelekcja na temat Janosika oraz o Wampirach, stworzone przez Nami oraz Avathara:) Po prelekcji udaliśmy się coś zjeść:) Ja wliczając to „drobną” ekipę, poszliśmy do Restauracji na Hetmańskiej czy jakoś tak to szło:) Następnie właśnie udaliśmy się obejrzeć walkę finałową Vandelgahasta oraz Zelbaga. Gratuluje zwycięstwa Zelbaga:) Walka była niesamowita:) Wszyscy zamarli na te bodajże 15 minut :P Nawet kelnerki ^^... Potem nadszedł czas na mecz, w którym nasza drużyna niestety przegrała 5:0:( Lecz i tak było fajnie:) Mieliśmy nawet własnych cheerleader’ów :P Po meczu wszyscy (albo większość:)) Wróciła do ośrodka. Dzięki Grenadier’owi, Arvilli oraz mojemu „ukochanemu” braciszkowi nie zmrużyłem oka, ale do tam szczegół, kolejny udany dzień;)
Niedziela – Rabbiciątko czyli ja obudziło się o 14:30, akurat pod koniec rozmów dotyczących Jaskini:( Ale na grupowe zdjęcie zakicałem :P Znaczy się załapałem;) Następnie kierunek miasto na mini zakupy i z pomysłem wszamania czegoś ( co nam aczkolwiek nie wyszło:) ) Po wróceniu do ośrodka po nie całej godzinie Sam zaczął piec naleśniki z pomocą Arvilli oraz Didi ( dżem mi bardzo smakował :P ) Następnie przezabawna sztuka pod tytułem „Brak tytułu” ;) Niestety nie umiem jej opisać:( A następnie dyskoteka, którą Nami zorganizowała bodajże z Aryene’ą, w czasie, której spędziłem wiele czasu w innym pokoju.

A więc jak widać nie można było się nudzić:) Zawsze było coś do roboty:)
Pozdrawiam,
Rabbiciątko;)

PS: Za jakiekolwiek błędy w pisowni nicków, serdecznie przepraszam:)

___________
Więc chodź... uderze cie deską... raz żółtą a raz niebieską. :D:D:D
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Szon



Dołączył: 26 maja 2005
Posty: 164
Skąd: Katowice

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Nurgel (cytat):
Do końca ogniska siedzieliśmy z Kumbatem, Mr.Poolem, Vandergahastem oraz Zelbagiem:) Więcej osób sobie nie przypominam :P


Cóż pamięć jest ulotna wiec Cię poprawię i dodam siebie i Szymona do tych "Więcej osób" :) dodam tylko że zakończyliśmy ogniskową biesiadę wymianą poglądów na temat homm3, 4 i 5 oczywiście chyba tylko ja broniłem genialnej czwórki :)

No ale pomijając to przedstawie teraz ja swoje sprawozdanie z Konwentu.... :)

Dzień 1.

Czwartek

Mój pierwszy "oficjalny" dzień na Jaskiniowym Konwencie. Razem z Szymonem dotarlismy do Byczyny PKSem ok godz 18.30. Czekała na nas na przystanku nie mała grupka osób za co dziękuję teraz :) i w sumie całe szczęście bo nie wiem ile czasu zajęło by nam dotarcie do Internatu na własną rękę zwłaszcza że nie specjalnie znam się na topografi Byczyny :D

Dalsza część dnia minęła pod znakiem sportowo-sesyjnym.... na poczatek mały trening przed nadchodzącym meczem a potem w roli obserwatora na sesji tak spędziłem pierwszy wieczór w Byczynie (Polanowicach).


Dzień 2.

Piątek

Pierwszy pełny dzień na Konwencie, i - co raczej nie spotykane - nawet przez chwile nie mogłem powiedzieć że nie mam nic do roboty :) Z rana mały spacer do miasteczka na zakupy, następnie kilku godzinna gra w piłkę :) zakończona niesamowitym bólem pleców i nóg ale nikt nie narzekał :)

Wieczór spędzony przy ognisku, w końcu mogłem bez skrępowania się do kogokolwiek odezwać nie bojac się że nie będę wiedział jak się "nazywa" - jednak identyfikatory okazały się nieocenione :) przynajmniej dla mnie ledwie co upieczonego Jaskiniowca :)

Tak jak i dzień wcześniej o 2 juz grzecznie w łóżeczku :)


Dzień 3.

Sobota.

Najbardziej aktywny dzień na konwencie :) Pobódka o 9... szybki prysznic i wymarsz do Byczyńskiego gimnazjum :) na turniej nomen omen Heroesowy :) jak na 52 jaskiniowców niewielu nas wzięło udział w turnieju ale może to i lepiej bo cięzko było by dokończyć ten turniej w ciągu jednego dnia i wogóle w przeciagu całego trwania konwentu :)
Sam osobiście brałem udział ale nie musze się chwalić jak mi poszło wiec powiem tylko że odpadlem w pierwszej rundzie :) na przyszły rok się postaram przygotować :P zreszta że słaby nie jestem a porażka tak wcześnie to tylko wypadek przy pracy udowodniłem wygrywjąc z Krasnalami :) których cały legion stał na znanej uczestnikom turnieju - arenie :)

Turniej podzielony na dwie części zakończył się ok godz.20 zwycięstwem Zelbaga który trzeba przyznać wygrał w wielkim stylu :)

W podobnie wielkim stylu piekną porażkę zanotował niestety FC Pazur Behemota przegrywając tym razem znacznie wyżej niz rok wcześniej bo różnićą 5 bramek... jednak jako ze sam brałem udział w meczu muszę przyznac że przeciwnik był w tym dniu nie do ogrania dlatego chyba podziekowac nalezy że porażka nie byął bardziej dotkliwa :)

Zwycięzcom oczywiście wielkie brawa za wygraną a przegranym za wole walki :)

Dzień ostatecznie zakończyła krótka partia karciana w 4 osobowym gronie, jednak dzien mimo że aktywny był dla mnie pechowy bo i tym razem musiałem uznac wyższość innych (tj Szymona, Jagody i Galadora) i ponownie przyszło mi przełykać gorycz porażki!!


Dzień 4.

Niedziela

Kto by pomyślał ze tak wcześnie można wstać w niedziele. Dzien sie zaczął wcześnie.... z rana nieliczni wykorzystali słoneczną pogode i rozłożyli się na kocach na boisku inni natchnieni udali się do Kościoła... jeszcze inni (czyt. m.in. ja) wybrli się poprostu do miasta zrobić jeszcze zakupy przed zbliżającym się wyjazdem do domu...

Po południu gdy wreszcie ostatnie śpiochy się pobudziły odbyła się niemała debata na temat spraw jaskiniowych, cos zostało ustalone coś przedyskutowane "każdy powiedział to co wiedział", "wszyscy zgadzają się ze sobą a będzie ..." no właśnie moze nie dokończe...

Po debacie odbył się quiz homm powiem szczerze że nie dotarłbym nawet do połowy pytań :) dlatego podziwiam zwycięzców :)

Po quizie chwila przerwy wykorzystana przez niektórych na złożenie wpisów w paamiętnikopodobnych zeszytach Aryene, Nami i Mirabell :)

Nadeszła jednak godzina 20.00 i zaproszono wszystkich na przedstawienie... :) "kabaret pod kłem behemota" spisał sie na medal a grajacym wszystkim należom się wielkie brawa że tak świetnie zrealizowali w tak krótkim czasie przygotowań taką długą :) i co najważniejsze śmieszną sztukę autorstwa Guinei :)

W dalszej części wieczoru odbywała się chyba dyskoteka :) ale ponieważ sie na niej nie bawiłem dlatego nie wiem czy doszął w końcu do skutku :)


Dzień 5.

Poniedziałek

Hmn... w zasadzie dzien przelaciał tak szybko że większośc czsu spędziłem w pocioągu i śpiac niż spędzajac go jakoś konstruktywnie :) Powoli wszyscy jaskiniowcy zaczęli opuszczać "jaskinie" pierwsi wyjechali z rana, kolejny Acid Dragon odprowadzony przez konwentowiczów :) dalej największą grupą odjechałem ja a razem ze mną 8 innych osób w ten sposób zakończyłem swój pierwszy zlot :) wierze że nie ostatni :)

Na koniec pozdrawiam z Katowic i zgłaszam swą obecnośc juz teraz na przyszłych zlotach lub konwentach :)

___________
Wzajemna lekka niechęć, dzieląca oba oddziały, tliła się cicho, nie podnosząc głosu.
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Moandor



Dołączył: 24 listopada 2002
Posty: 164
Skąd: Łapy woj. podlaskie

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

II Konwencja IJB - Byczyna 2005


Podobnie jak w zeszłym, również i w tym roku Konwent udał się nadspodziewanie dobrze. Przede wszystkim był nieco dłuższy, mimo to wielu przyzna, że te 7 dni to i tak niewiele czasu, który za szybko upłynął. Ale mniejsza z tym.

Poniżej garść subiektywnych wrażeń i spostrzeżeń z minionego tygodnia w Polanowicach:

- Pojawiło się sporo osób, które nie były na poprzednim Konwencie. Bardzo jestem rad, że mogłem je poznać. Przybyła mi kolejna grupa wyjątkowych znajomych, z którymi, mam nadzieję, będę utrzymywał stały kontakt.
Ciesze się również ze spotkania starej konwentowej gwardii.

- Spacer po bieżni to jest coś niesamowitego. Najlepszy sposób na poważniejszą rozmowę w cztery oczy, aby się lepiej poznać. To jest swoisty ewenement, charakterystyczny tylko dla naszego Konwentu.

- Już po raz drugi (to już się robi chyba tradycją) miałem zaszczyt zawiesić Flagę IJB na balkonie internatu, stojąc na chwiejnej konstrukcji dwóch ustawionych jeden na drugim stołów, które utrzymuje w równowadze kilku Jaskiniowców. :) Skoro to piszę, to znaczy, że się udało i nie spadłem. :) Ciekawe wrażenie.

- SZTUKA Guinei i s-ki. Dawno się tak nie śmiałem. Ci co oglądali spektakl z pewnością odczuwają podobnie. Osobom, które nie miały tej przyjemności żadne słowa tego nie opiszą. Sztuka była ukoronowaniem całego Konwentu. To było coś niesamowitego. Czapki z głów!


Ogólnie cały Konwent był udany. Czy tak samo jak rok temu? Czy bardziej? Jednoznaczne określenie nie jest wcale takie proste. Był wyjątkowy.


Parafrazując Bilba powiem Wam:

'Te siedem dni wydaje mi się okresem zbyt krótkim, by nacieszyć się życiem w towarzystwie tak znakomitych i miłych Jaskiniowców. Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze jakbym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie.'

Jedynie jednej (może dwóch) spraw na tegorocznym Konwencie nie udało mi się ziścić. Ale to już jest inna historia i opowiemy ją, być może, innym razem...

Pozdrawiam wszystkich konwentowiczów. Niech dobry Mahadeva ześle Wam rzeki, jeziora, stawy i akwedukty.... no wiecie czego :P

Moa

PS. Konwent miał jedną zasadnicza i nie do wybaczenia wadę. Był za KRÓTKI. :)

___________
Póki Bóg nie odsłoni przyszłości ludzkiej, cała ludzka mądrość będzie sie mieścić w tych paru słowach:
Czekać i nie tracić nadziei!
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Irvin



Dołączył: 29 października 2002
Posty: 164
Skąd: z daleka...

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

A ja nie streszczam, bo po co :) Podzielę się za to wrażeniami.

Otóż, na konwent pojechałem z pewnym nastawieniem i w pewnym celu (który zresztą po części udało się zrealizować) - to moglo powodować moje wahania nastrojów itd. Ale ogólnie było super! Pokój z Wariatem, Diabłem i Eniem, wizyty Acida i Hexe (i masy innych ludzi - ale ich najczęściej ;D), trzech pod kołdrą i czworo pod dwiema kołdrami ;D , zepsuty zasilacz w laptopie Śliffki, nocny wypad w kukurydzę, kilka prób rozmowy z Namisiem (zawsze się nam ktoś na łeb zwalił ;P ), kilkugodzinna rozmowa z Dark na polance, gra Faramira późną nocą i 'recytacja' Sandra ( ;P ), czytanie książki na murku przed wejściem, mecz przegrany 5 do 0, turniej Heroesów i finał w spichlerzu, sesja ddków i plan wykradnięcia księgi, śmiech, płacz, kółka na bierzni, pożegnanie ze łzami w oczach WWalkera. Ból i radość...

Było świetnie. Przy takich ludziach człowiek może naprawdę być sobą. Większość z was spotkałem pierwszy raz - i jestem strasznie pozytywnie zaskoczony. Bez ludzi takich jak wy, ten świat nie byłby wart funta kłaków...

___________
Kiedy zastanawiamy się nad swoim życiem, to właściwie sam fakt, że żyjemy, powinien nas najbardziej zadziwić...
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Mr. Rabbit



Dołączył: 6 stycznia 2004
Posty: 164
Skąd: Imperium Kinugów

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Ja również raczej subiektywne rzeczy postaram się ujrzeć z mojego punktu patrzenia spostrzeżone. Nie ma sensu, żeby każdy streszczał.

Ponieważ nie widziałem, żeby ktoś o tym pisał to słówko naskrobie. W końcu poznaliśmy rycerzy i mało tego, niektórzy z nas mieli okazje przymieżyć ćwiczebne części stroju takiego rycerza. Jedna osoba nawet wzięła udział w takiej treningowej walce.

Udzielono wywiadu dla radia Opole, dosyć obszernego przed obróbką... tak faktycznie jednak nie wiem ile z tego materiału trafiło na fale radiowe :P. Wszelkie informacje mile widziane :).

Ogólnie panował spokój i radość ze spotkania. Bardzo miła atmosfera i spokojne rozmowy. W niektórych przypadkach próby i rozmowy o przyszłości Jaskini z większymi bądź mniejszymi wnioskami i decyzjami (osobiście nie wszystkie mi się podobają, ale doszłem do wniosku, że się idealnie złożyło na obserwacje).

Konwent ten był dla mnie o tyle ważny, że z Jaskini zniknę na jakiś czas. Wycofuje się z wszelkich serwisów (poza jednym, na razie nie ma sensu mówić którym; ale w Turniejach, Linkownii, Tibi, grafice nie biorę w niczym udziału). Mam pracę magisterską do pisania a potem obrone. Wiem, że tak samo jak na Konwencie tak samo Ci, których nie było to rozumieją. Ale Jaskinię odwiedzać będę. Właśnie dlatego z tego powodu ten Konwnet był dla mnie taki ważny.

Pod wrażeniem byłem, że przyjechało aż tyle osób wogóle nie związanych (jeszcze?) z Jaskinią :) i, że wogóle zebrało się aż tylu Jaskiniowców pomimo, że serwis nie działał. Właśnie to zasługuje również na zamieszczenie w topicu o znakach. Jest to znak dla nas, że to nie jest tylko jakaś wirtualna znajomość, ale dla każdego z nas jest to coś więcej, coś bardzo ważnego ;).

Króciutko, ale chciałem również zaznaczyć, że teatr był genialny. Myślałem, że po tym co było w zeszłym roku nie uda się pobić tamtego przedstawienia. Ale na szczęście odpowiednie osoby stanęły na wysokości zadania i przedstawienie mi się podobało jeszcze bardziej niż te z przed roku :).

Mógłbym jeszcze sporo pisać o Konwencie i naszym spotkaniu, łącznie z tym co dla mnie miłe i niestety również o tym co mi się nie podobało... ale może lepiej przemilczeć niektóre decyzje czy zachowania niektórych osób (na szczęście to zaledwie kropla w morzu w porównaniu z całą resztą).

Podumowując cały Konwent będzie w mojej pamięci przez wiele, wiele lat. Życzę wszystkim, aby mogli coś takiego przeżyć; to jest po prostu niesamowite.

Wiem, że już są plany na zjazdy... mam nadzieję, że uda mi się spełnic to co powiedziałem, czyli przynajmniej raz spotkać sie z Jaskiniowcami w Warszawie, raz w Krakowie, raz we Wrocku. To jest takie minimum które chciałbym spełnić (choć może być ciężko).

A więc kończę. Do zobaczenia (mam nadzieję) na Konwencie 2006
Zdravim
Mr. Rabbit

___________
Mimo wszystko dzięki Ci Hetmanie :) a mnie i tak możecie powiesić jak Skrytobójce.
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Faramir



Dołączył: 24 października 2002
Posty: 164
Skąd: za chwilę Poznań

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Witam.

Ja za dużo się nie rozpiszę (przynajmniej na razie).

Wróciłem wczoraj, przespałem wczoraj, dzisiaj wyjeżdżam za kilka minut do Holandii...

Dzięki Wam wszystkim i do zobaczenia za rok tudzież u Islingtona ;)))

Zdrówko, Far.

___________
Często i gęsto!
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Nami



Dołączył: 9 czerwca 2003
Posty: 164
Skąd: From the night I kissed you goodbye...

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Moje subiektywne wrażenia, okrojone (dość mocno) z jogga bo jakoś nie mam weny pisać tego drugi raz ;)

Kilka podejść do rozmowy z Irvinem - gdzie dwoje siedzi tam reszta (większość) się zwala, buszowanie w kukurydzy - pisk, zawał serca gdy któryś z panów (o i już nie pamiętam do końca, ale to był chyba Faramir) mnie przestraszył, dostanie liściem kukurydzy po oczach, trzymanie się Molla a później MiBa aby się nie zgubić, genialny brak orientacji w terenie nocą, próba pobicia rekordu kółek z Kumbatem i Króliczątkiem (17 w sumie zrobiliśmy), szczere i dające do myślenia rozmowy z Islim, MiBem i Sandro, rozmowy z Szefami o HLu i Pretorii, nocne granie w "Game of Throne", sprzątanie burdelu z Sandrem w jego (Acida i Fara również) pokoju, moja pierwsza prowadzona sesja RPG, godzinne konwersacje o niczym z Kumciem, stres, nerwy przed Prelekcją, potem gromkie brawa i ulga, radość w sercu, że mimo wszystko się podobało (tak mi się wydaje), podeptane palce przez Faramira, trzęsąca się podłoga w czasie pogowania Jaskiniowców, ładny finał Turnieju, mało snu, dużo kawy i niezdrowego jedzenia, niewygodne łóżko, spanie w ciągu dnia - krótkie bo krótkie i zawsze ktoś obudził - ale było, czytanie na świeżym powietrzu na boisku i w miłym towarzystwie, stwierdzenie, że moja książka (fantasy) jest erotykiem, nocne zwiedzanie Polanowic - mimo, że to ma 4 ulice - i późniejsze siedzenie na krawężniku oraz ściąganie mnie z drogi gdy samochów jechał, zrobienie orta w nicku, utopienie się w szacie mnicha - po drodze się mało nie zabiłam no i kurna znów nie mam zdjęcia :(, zdjęcie w ręczniku, mur z puszek, przepychanka przed drzwiami łazienki, cholernie ciężka torba (kurna więcej za bibliotekę nie robię - chceta książki? Przyjedźta se po nie ;P), genialne przedstawienie - pełne śmiechu, wypisywanie identyfikatorów i dylematy jak się niektóre nicki pisze, dyskusje o HoMM, polewki w sali komputerowej gdy wszyscy w niej siedzący znajdowali się akurat tylko na jednej stronie (ciekawe jakiej :P), za krótka doba, 6 dni to o wiele za mało, nauka gry w Canaste o 6 rano (ale skumałam zasady :D)...

Wielkie dzięki za to, że byliście - mimo różnych nastrojów było świetnie i zapamiętam to na długie lata i z uśmiechem na twarzy będę wspominać to co mnie spotkało, kogo poznałam i co się nauczyłam i zrozumiałam. Dziękuje.

___________
I loved you a lot
to need you a lot
I leave you alone...


Guano Apes - Living in a lie
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Mollach



Dołączył: 25 października 2004
Posty: 164
Skąd: Z lasów cierni

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Moje wrązenia co do konwentu:


Pierwszym wrażeniem był szok, poniewaz pierwszy raz widzialem jaskiniowców na oczy ...
Nasz szczęsliwy pokój (nr. 13) byl bardzo piękny.. szczególnie łózko Mr.rabbita, i moja szafa nigdy niezamykająca sie. Pamietajcie nie bierzcie nigdy prysznica pierwsi... chyba ze lubicie czyscić rury i patrzeć sie na pomarańczową wode. Szkoda ze w polanowicach nie ma sklepu 24h niedaleko naszej szkoly, złe sie chodzi o 2 w nocy na stacje do byczyny. Kolekcja butelek moich, Mr Rabbita i Samuela była ciekawa szkoda ze nie moglismy jej zabrać do domu. Nocne wypady, sesja larp miłe towarzystwo do pogadania i granie w hirków bedzie czym co zapamietam do konca zycia. Najlepiej to dojsc do pół finału w hirosa nie grając pół roku w niego .. liczy sie to ze mialem duzo szczescia. O meczu nic nie wspomne .. wiem ze przegralismy, noga nadal mnie boli .. gratulacje dla druzyny zwyciezkiej zagrali bardzo dobry mecz. Miło bylo odwiedzac knajpe spichlerz, lecz trzeba przyznac ze lepsza pizza byla w hetmanskiej. Ogólnie bylo miło i przyjemnie za rok napewno sie pojawie.

Dzieki wszystkim i mam nadzieje ze mnie zapamietaliscie z dobrej strony

___________
......
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Aryene



Dołączył: 22 stycznia 2005
Posty: 164
Skąd: tam gdzie diabeł mówi dobranoc...

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

No to może i ja dodam cosik od siebie, subiektywnie, relacje już były i nie ma sensu się powtarzać ;) Przede wszystkim chcę bardzo podziękować wszystkim Jaskiniowcom, że pomogli mi przemóc swoją nieśmiałość już pierwszego dnia (w sumie...) i za świetną zabawę z nimi ;) Co prawda pół konwentu haniebnie przespałam głucha na próby obudzenia mnie, ale i tak to co widziałam to widziałam, co przeżyłam to przeżyłam i zostanie mi w pamięci na długo :)

W sumie to z całej imprezy najfajniejsze były dni przed konwentem, dziesiątki kółek na bieżni gdzie mogłam niektórych poznać bliżej (niektórych niestety nie, ale jest powód by jechać za rok :P), marznięcie w nocy w trzech bluzkach i swetrze z kurtką, zasuwanie do Byczyny po śniadanie bo ranne ptaszki wykupiły cały zapas bułek, przedzieranie się przez pole qqrydzy i cała masa innych rzeczy, o których pisać mi się już nie chce ze względu na zdawanie kilkunastu relacji od kiedy tylko wróciłam do domu ;)

Ogólnie wszystko już zostało powiedziane, moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne, szok rónież. Potrzeba mi teraz czasu żeby wszystko przemyśleć i uporządkować, bo konwent dział się za szybko i był za krótki na refleksje tego typu :) Jeśli tylko los pozwoli mam nadzieję spotkać Was w przyszłym roku, a może i wcześniej ;)

___________
Najgorzej jest poznać własne bóstwo...
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Hexe



Dołączył: 14 stycznia 2004
Posty: 164
Skąd: Wrocław / Bielsko

Wysłany: 16 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Będzie krótko, gdzie indziej może będzie dłużej, ja Mahadeva da..

Jeszcze długo będę życ wspomnieniami. Było cudnie. Dziękuję Wam bardzo, daliście mi naprawdę bardzo wiele.

___________
Earth is full. Go home.
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Waylander



Dołączył: 24 października 2002
Posty: 164
Skąd: Warszawa

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Byłem.
Wprawdzie króciutko (tylko dwa dni), ale i to wystarczyło by zdecydowanie lepiej poznać się z niektórymi jaskiniowcami. Generalnie było fantastycznie, choć szereg punktów programu mnie ominął. Następnym razem obiecuję, że pojawię się na dłużej.
Pozdrowienia i podziękowania dla wszystkich organizatorów.

___________
HAURIT AQUAM CREBRO,
QUI DISCERE VULT SINE LIBRO.

Sitem czerpie wodę,
kto chce uczyć się bez książki.
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Grenadier



Dołączył: 20 lipca 2000
Posty: 164
Skąd: Opole

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Cieszy mnie to wielce :)

A q pamięci dorzucę listę tych, co byli (kolejnośc przypadkowa, tak mi przychodzili do łba) (wersja updated - Mayu - wielkie, ogromniaste sorki):
- Maya
- Hubertus
- Lobo
- Nurgel
- Kumbat
- Enleth
- Vandergahast
- Guinea
- Waylander
- Codhringher
- Darkena
- Aryene
- Arvilla
- Misza
- Denedareth
- Raj
- Zelbag (nowy mistrz hirków na 12 miesięcy)
- Ingham
- Mr.Rabbit
- Mr.Pool
- Szon
- Behemoth
- Crazy
- Grenadier
- Sulia
- Mirabell
- Infero
- Alien
- Monster
- Moandor
- Galador
- RaV
- Ann
- Hexe
- SaMuel
- Avatar
- Acid Dragon
- MiB
- Faramir
- Farmerus
- Sandro
- Mollach
- Islington
- Nami
- Morgraf
- WWalker

W sumie 46 plus 6 osób spoza Jaskini, ale bardzo mile wspominających, jak wiem, spędzony z nami czas. Serdecznie dziekuję. Mam nadzieję, że spotkam się z Wami za rok.

___________
Będziemy się żegnać...
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Mirabell



Dołączył: 14 lutego 2003
Posty: 164
Skąd: Wrocław

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

No, ja relacji pisać nie umiem i lepszym to zostawię. Po prostu: bawiłam się świetnie, dzięki wszystkim, że byliście :)
___________
...Zawsze znajdą się jacyś Eskimosi, którzy wypracują dla mieszkańców Konga wskazówki zachowywania się w czas olbrzymich upałów...
(S. J. Lec)
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Mollach



Dołączył: 25 października 2004
Posty: 164
Skąd: Z lasów cierni

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Kto to jest Mollah .. ?
Bo jezeli chodzi o mnie to ja sie pisze przez "ch" to tylko bład Nami spowodował ze na konwencie mialem nick: "Mollah"
Pewne osoby mówiły mi ze przez "h" lepiej wygląda, hmm rozważe to jeszcze ... a narazie chce byc pamietany jako Mollach przez "ch" :P

___________
......
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Infero



Dołączył: 5 kwietnia 2003
Posty: 164
Skąd: bywam tu i ówdzie ale częściej ówdzie

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Dzięki wszystkim, było świetnie. Żałuje, że nie byłam w zeszłym roku.
Pozdrowionka dla wszystkich.:)

___________
"Przylądek się nagle w morzu zbudził
I spojrzało zza wzgórz słońca oko-
A stamtąd pobiegł złoty ślad tak wysoko
Jak moja droga do świata ludzi"
R. Browning
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Ra-V



Dołączył: 4 lipca 2002
Posty: 164
Skąd: Zielona Góra alias Chimera

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Podobnież dziękuję bardzo za możliwość przeżycia tak miłych chwil z Jaskiniowcami.

Dzięki także za ciepłe przyjęcie przyjaciół, z którymi przyjechaliśmy. Kto wie, może dojdzie nam jesio jakiś wyznawca Mahadevy (V ^ chlup :P ).

Oby za rok było - i było równie cudnie jak w tym! Q chwale :)


Nio i trzeba koniecznie zaprosić tą przemiłą panią z parteru - niech obaczy, że nie taki diabeł straszny i może z nami zanuci Trolla :)

___________
See you in Tibia!
Lista Jaskiniowych Chimeryjczyków - tutaj
Więcej tutaj...
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Darkena



Dołączył: 3 maja 2003
Posty: 164
Skąd: Asgard - Kraina Asów

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Cytat:
A q pamięci dorzucę listę tych, co byli (kolejnośc przypadkowa, tak mi przychodzili do łba):
...
- Codhringher
- Darkena
...


Akurat w tej kolejności przyszło ci do głowy? :wink: Cóż...pewnie coś w tym jest ;).

Moja relacja najbliżej za dwa miesiące pewnie.

___________
Kill the spiders....

To save the

butterflies....
*´¨)
¸.·´¸.·*´¨) ¸.·*¨)
(¸.·´ (¸.·' ¤*
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Sulia



Dołączył: 26 października 2002
Posty: 164
Skąd: Białystok

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Ja dziękuję wszystkim, którzy byli i dzięki którym tak dobrze się bawiłam :P Relacji pisać nie będę gdyż wszyscy wiemy co tam się działo ;) Mam nadzieję że za rok uda nam się zobaczyć znowu. Będzie się działo! :)
___________
Zasady Zakątkowe:
1. Proszę o nieużywanie emotów
2. Przepuszczajcie tekst przez Worda:)
3. Nowi goście przynoszą drobny upominek!
4. Żadnych bójek i pijaństwa:)
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Hubertus



Dołączył: 21 lutego 2004
Posty: 164
Skąd: Warszawa

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Ja wczoraj wróciłem do domu, ale byłem zbyt zmęczony by pisać, poza tym należało nabrać choć trochę dystansu do tych zdarzeń w których dane mi było uczestniczyć razem z Wami w ciągu minionego tygodnia, najkrócej mówiąc było poprostu wspaniale, najmilej wspominam wszystkie rozmowy na bieżni które przeprowadziłem z wieloma uczestnikami konwentu, mam nadzieję że się do czegoś to przynajmniej niektórym przydało.

Tak zeschizowanego konwentu to jeszcze nie było, już pierwszego dnia pojawił się Antykoncepcjuszek i Sępy Miłości, potem dołączył Pasztecik z Babuni, Bractwo Defekantów, melorecytacje, Valhalla i oczywiście gest Mahadevy :D

Wspólne śpiewy śmieszne rozmowy, wypady w qqrydze, oraz na miasto, o różnych porach, chodzenie spać wraz ze wschodem słonca, wspaniała dyskoteka, na której najwięcej tańczyliśmy Qui Van i ja ;), ciekawa sesja RPG, prelekcje, ognisko, konkursy, czego chcieć więcej, oby do zobaczenia za rok.

Obiecujące są dla mnie nasze ustalenia co do zmian w zarządzaniu IJB, oby spowodowały one rozwój naszej społeczności i serwisw tematycznych. tym razem chyba nie skończy się na pustosłowiu.

Niesamowite wrażenie wywarła na mnie takze obecnoc WWalkera, i jego umiejętności gry i śpiewu, wprowadził naprawdę niesamowity nastrój na te 2 wspólne wieczory, dzięki że byłeś tam z nami.

Chciałem jeszcze podziękować osobom z którymi najwięcej czasu spędzałem na konwencie, a więc Lobowi, Kumbatowi, Nurgelowi, Dark, Codowi, Quiemu, Vanowi, Farowi, Sandro, Arvilli, Śliffce, Sulii, Moandorowi, Nami, Crazemu, Irvinowi, Aryence, Eniowi i Acidowi, dziękuję że byliście i że mogłem z każdym z Was porozmawiać.

___________
"Czy to jest wina ogrodnika, że tulipany schną w wazonie?"
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Maya



Dołączył: 30 marca 2005
Posty: 164
Skąd:

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

I ja też byłam w Byczynie:) razem z Mr. Pool... :lol:
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
Sandro



Dołączył: 15 października 2002
Posty: 164
Skąd: kaLISZ

Wysłany: 17 sierpnia 2005     Konwent 2005 - nasze relacje i wrażenia Odpowiedz z cytatem

Byczyna '05 - lisza oczodołem

Przybył-żem w środę późnym popołudniem, przez brata podwiezion (który, jakem się dowiedział poniewczasie, za ojca mego był wzięty), po czem jakże miłym nieumarłemu sercu memu powitaniem przyjęty byłem zostałem. Wieczór i noc upłynęły na czynieniu zadość braku prohibicji, com w znamienitym zresztą czynił gronie a i przy rozrywce niezgorszej, w planszowej "Gry o Tron" postaci, którą to rozgrywkę ówczesną, pierwszą konwentową, przegrać dane mi było wyrokiem Mahadevy. (V ^ chlup :P ). Noc próbowaliśmy zakończyć sesją filmową, jednakowoż nie zdzierżyliśmy napięcia, a i boski nektar pewnie nie był tu bez winy.

Dzień następny, czwartkowy bez mała, był mi upłynął nader podobnie, w związku z czym opisu szczególniejszego poniecham, napomknę wszakże, iż tym razem, dzięki łasce Mahadevy (V ^ chlup :P ), dane mi było wygrać dwie z trzech "Gier", w związku z czym kowentowe rozgrywki zamknęły się remisem - po dwa zwycięstwa dla Faramira i mej skromnej osoby.

Dzień tygodnia piąty, piątkiem zwany, innej nieco już natury miał przebieg, z tego primo względu, iż do konwentowiczów dołączyło podówczas gro postaci zacnych i znaczących. W związku z powyższym z Polanowic w dworca kierunku wyruszyło kilka grup powitalnych, dobry Mahadeva jednakowoż grupie pod Inhama światłym przewodnictwem pomylił był szyki, toteż w rezultacie wylądowaliśmy w Spichlerzu. Tam, przygnębieni zbłądzeniem naszym, topić jęliśmy smutki w darach Mahadevy, a i kilka sztuk pizzy nie było od rzeczy. Natchnięci nowym duchem odnaleźliśmy dworzec, gdzie akurat nadjeżdżał imć Farmerus. Jego osobą sposiłkowani dotarliśmy byli do Internatu, gdzie ostatnie godziny popołudnia upływały nam na żegnaniu się z wolnością, któremu to żegnaniu nieodłącznie towarzyszyło pstrykanie puszek. W czas ogniska, a i w czas późniejszy, dopadły mię smutki egzystencjalne personalnej natury, o czym wszakże wolałbym się nie rozpisywać. Następnie, gdy noc była młoda jeszcze, trzech jaskiniowych intelektualistów podjęło debatę na mało intelektualny temat, z którego to spontanicznego aktu wyniknęły skutki dla nikogo nieprzewidziane, szczegóły jednakże przemilczeć muszę ze względów estetycznych (często i gęsto, bracia!). Nocą już poźniejszą przybył sam Bard WWalker, poprzedzon Ann i Ra-Vem z przyjaciółmi. Dalsze szczegóły, z winy zmęczenia, wywietrzały mi z czaszki.

Sobota, zwyczajowa po piatku, w całości niemalże w Byczynie się działa, gdyż już od dziesiątej. W turnieju udziału nie brałem, aktorskie bowiem zobowiązania zmusiły mnie do uczestniczenia w próbach do kownentowego przedstawienia. Tuszę jednak, po ilości śmiechu i zabawy na owych próbach wnosząc, żem aż tak stratny nie był. W pozostałych rozrywkach udział żem brał w chatakterze kibica, co kosztowało mnie dwa złocisze postawione w finale turnieju na Vandergahasta (:(), z meczu zaś wyniosłem zdarte gardło i duże nadzieje na przyszłość - wszak trudno będzie w kolejnym roku tego wyniku nie poprawić. Dzień zwieńczył wspaniały wieczór w pokoju Barda, którego talentem urzeczonym do cna - chylę czaszkę. Wogle to było tak kapitalne, że wprost nie wypada o tym pisać - tak jak w pewnym momencie nie wypadało bić braw, gdyż zbyt nędzne byłyby na taki pokaz mistrzostwa.

Niedziela rozpoczęła się dla mnie od zwołania stanów generalnych, gdzie wielce imho korzystne dla Imperium reformy podjęto. Reszta dnia to lenistwo, drzemka, z której to drzemki zostałem brutalnie zawezwany na próby generalne, po których to próbach na widownią siłą wtargnęła publiczność, która to publiczność okazała się naprawdę wspaniała, nie tak co prawda wspaniała jak trupa teatralna, niemniej miło się z nią pracowało. Potem noc, dyskoteka, trochę smutków egzystencjalnych personalnej natury, niezapomniane pożegnanie Barda, jeszcze trochę smutków, miłe posiedzenie w pokoju Ann i Ra-V okraszone paroma dowcipami (Avatarze, moje uznanie), następnie próba wyprostowania wspomnianych smutków. Sen w sumie długi, acz niespokojny, zakończony odkryciem kamery Faramira pod łóżkiem, której to kamery wzmiankowany Faramir zapomniał zabrać. Towarzystwo jęło się rozjeżdżać systemantycznie, Nami pod wpływem mego daru przekonywania odrobinkę pomogła mi uprzątnąć pokój, po czym i ja odjechałem, ostatnie kwadranse przesiedziawszy w towarzystwie między innymi diabła, który bynajniej nie brzmiał wówczas jak diabeł.

Kończąc, podziękować pragnę wszystkim za niezapomniane towarzystwo, w szczególności zaś Grenadierowi - za wszystko, WWalkerowi - za możliwosć poznania Go i wspaniały wieczór, oraz Faramirowi - za obecność, mimo wszystko.

___________
I.Am.
    Powrót do góry     Odwiedź stronę autora
©2002, 2003, 2004, 2005 Jaskinia Behemota
Template made by Valturman.
Powered by gnomePHP.
Pieczę nad Starym Forum sprawuje Crazy.